Nie bójcie się wakacji w Egipcie

Jak zwykle media panikują. To, co się dzieje dziś w Egipcie, nie dotyczy całego kraju. Praktycznie wszystkie wydarzenia toczą się w Kairze. Kurorty są bezpieczne. Muszą być, bo turystyka to jeden z filarów i tak już słabej gospodarki Egiptu.

Dziwi mnie postawa dziennikarzy. Praktycznie wszyscy mówią: tak, Kapuściński moim mistrzem jest! I tak jak w przypadku Jana Pawła II, dla większości mistrz, autorytet jest tylko pustą ikoną, obrazkiem na ścianie. Jego myśli i słowa nie mają wpływu na życie, pracę.



Już wyjaśniam o co mi chodzi. Drodzy dziennikarze, przypomnijcie sobie „Imperium” naszego mistrza i fragment o puczu Janajewa. Kapu opisuje sytuację w Moskwie, gdzie na jednej z ulic stoją czołgi, dzieje się wielka historia, a tuż za rogiem ktoś sprzedaje dynie.

Tak samo jest dziś w Egipcie. Nawet w samym Kairze ludzie cały czas sprzedają „dynie”. Sprzedają nawet wtedy, kiedy kilka przecznic dalej ktoś strzela do ludzi. Tak jest wszędzie od dawna i tak zawsze będzie. Kraj nie płonie, płonie kilka ulic w jednym mieście, raptem kilka kilometrów kwadratowych, w kraju o powierzchni ponad miliona km kw.

A kiedy mówimy o oddalonych o kilkaset kilometrów kurortach, to nie powinno być już wątpliwości, że tam jest bezpiecznie. Dla Egitpu turystyka jest dojną krową, jak nie tak dawno można było przeczytać w „Dużym Formacie”. Egipcjanie muszą dbać o turystów, żeby nie stracić jednego z podstawowych źródeł dochodów. Turyści są zatem świętymi krowami na ziemi egipskiej, bo to oni przywożą pieniądze, których słabiuteńka gospodarka bardzo potrzebuje.

P.S. Jeżeli kogoś interesuje Egipt, zapraszam na moją stronę internetową rafalhetman.pl
Trwa ładowanie komentarzy...